<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Trochę wolniej... &#187; Informatyka</title>
	<atom:link href="http://chavez.asylus.pl/kategoria/informatyka/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://chavez.asylus.pl</link>
	<description>Chavez Homesite</description>
	<lastBuildDate>Tue, 03 Jan 2012 22:39:47 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Podsumowanie roku 2011</title>
		<link>http://chavez.asylus.pl/2011/12/podsumowanie-roku-2011/</link>
		<comments>http://chavez.asylus.pl/2011/12/podsumowanie-roku-2011/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 30 Dec 2011 23:52:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Chavez</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Blogowo]]></category>
		<category><![CDATA[Fantastyka]]></category>
		<category><![CDATA[Informatyka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chavez.asylus.pl/?p=697</guid>
		<description><![CDATA[Na początku &#8211; żyję. Praca plus postanowienie w końcu skończenia studiów dają w kość. Co rok obiecuje sobie, że wrócę do regularnego pisania i co rok coś mi przeszkadza. Ale tradycyjnego podsumowania nie mogło zabraknąć. Rok 2011 to przede wszystkim to zacieśnianie współpracy z GRAmelem. Mam nadzieję, że ramel nie żałuje bardzo mocno swoich niektórych <a href="http://chavez.asylus.pl/2011/12/podsumowanie-roku-2011/"><b>czytaj dalej...</b></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://chavez.asylus.pl/wp-content/uploads/2009/12/garfield_znudzony.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-532" title="garfield_znudzony" src="http://chavez.asylus.pl/wp-content/uploads/2009/12/garfield_znudzony-294x300.jpg" alt="" width="294" height="300" /></a>Na początku &#8211; żyję. Praca plus postanowienie w końcu skończenia studiów dają w kość. Co rok obiecuje sobie, że wrócę do regularnego pisania i co rok coś mi przeszkadza. Ale tradycyjnego podsumowania nie mogło zabraknąć.</p>
<p><span id="more-697"></span>Rok 2011 to przede wszystkim to zacieśnianie współpracy z <a href="http://wydawnictwogramel.pl/" target="_blank">GRAmelem</a>. Mam nadzieję, że ramel nie żałuje bardzo mocno swoich niektórych decyzji. Liczę, że uda mi się spełnić pewne plany i obietnice i że kolejny rok, będzie miał w sobie jeszcze więcej SW. I że uda mi się w końcu skończyć Strefę. A prywatnie &#8211; pojawiło się coś mojego drukiem, więc <a href="http://sklep.wydawnictwogramel.pl/product_info.php?products_id=69" target="_blank">kupujcie Eclipse</a>!</p>
<p>Druga sprawa jest czysto zawodowa &#8211; po raz kolejny zmieniłem pracę. Tym razem jednak chyba trafiłem na miejsce &#8222;na dłużej&#8221;, bo robię fajne rzeczy z fajną ekipą. No i mogę mówić, że pracuje w <a href="http://fabrykagier.pl/index_pl.php" target="_blank">fabryce</a>!</p>
<p>No i w zasadzie to tyle. Szybko rok przeleciał, najlepszego dla wszystkich, oby 2012 był tylko lepszy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chavez.asylus.pl/2011/12/podsumowanie-roku-2011/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie roku 2010</title>
		<link>http://chavez.asylus.pl/2010/12/podsumowanie-roku-2010/</link>
		<comments>http://chavez.asylus.pl/2010/12/podsumowanie-roku-2010/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 31 Dec 2010 19:39:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Chavez</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Blogowo]]></category>
		<category><![CDATA[Fantastyka]]></category>
		<category><![CDATA[Informatyka]]></category>
		<category><![CDATA[Prywatnie]]></category>
		<category><![CDATA[RPG]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chavez.asylus.pl/?p=664</guid>
		<description><![CDATA[Powoli staje się już tradycją moje podsumowanie roku. Pomimo nawału prac, postaram się i tym razem co nieco naskrobać. Na początek jednak &#8211; wszystkiego najlepszego w nadchodzącym 2011 roku. A co się wydarzyło moim okiem w mijającym? Przede wszystkim spore zmiany w życiu prywatnym. Najpierw zmiana pracy. Teraz klepie kod dla firmy Stopklatka SA. Jest <a href="http://chavez.asylus.pl/2010/12/podsumowanie-roku-2010/"><b>czytaj dalej...</b></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://chavez.asylus.pl/wp-content/uploads/2009/12/garfield_znudzony.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-532" title="garfield_znudzony" src="http://chavez.asylus.pl/wp-content/uploads/2009/12/garfield_znudzony-294x300.jpg" alt="" width="294" height="300" /></a>Powoli staje się już tradycją moje podsumowanie roku. Pomimo nawału prac, postaram się i tym razem co nieco naskrobać. Na początek jednak &#8211; wszystkiego najlepszego w nadchodzącym 2011 roku. A co się wydarzyło moim okiem w mijającym?<span id="more-664"></span></p>
<p>Przede wszystkim spore zmiany w życiu prywatnym. Najpierw zmiana pracy. Teraz klepie kod dla firmy <a href="http://www.stopklatka-sa.pl/" target="_blank">Stopklatka SA</a>. Jest fajno. Studia powoli zbliżają się (w końcu) ku końcowi. Promotor jest, temat pracy jest, kwestia zaliczenia jeszcze dwóch semestrów i napisania pracy. Najważniejszą zmianą jest jednak zmiana miejsca zamieszkania. Wraz z Lepszą Połową udało się nabyć własne gniazdko w Szczecinie. Roboty masa za Nami, a jeszcze więcej przed Nami. Ale idziemy do przodu.</p>
<p>Spore zmiany nastąpiły też w sferze fandomowo-internetowej. W zeszłym podsumowaniu pisałem o planach wydania <a href="http://wydawnictwogramel.pl/produkty/savage-worlds-edycja-polska/" target="_blank">polskiej edycji Savage Worlds</a>. Ukazało się, wkręciłem się do ekipy GRAmela i staram się jak najmniej przeszkadzać. Efektem tego wszystkiego jest silna promocja wydawnictwa w necie no i przymuszenie Wydawcy do wydania moich wymęczonych literek. Strefa jest coraz bliżej.</p>
<p>I w zasadzie to tyle. Najlepszego.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chavez.asylus.pl/2010/12/podsumowanie-roku-2010/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie roku 2009</title>
		<link>http://chavez.asylus.pl/2009/12/podsumowanie-roku-2009/</link>
		<comments>http://chavez.asylus.pl/2009/12/podsumowanie-roku-2009/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 30 Dec 2009 19:24:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Chavez</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Fantastyka]]></category>
		<category><![CDATA[Informatyka]]></category>
		<category><![CDATA[Earthdawn]]></category>
		<category><![CDATA[Programowanie]]></category>
		<category><![CDATA[RPG]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chavez.asylus.pl/?p=531</guid>
		<description><![CDATA[Wielkimi krokami zbliża się koniec roku 2009. Całkiem spora liczba blogów które czytuje zajęło się robieniem różnego rodzaju podsumowań, postanowiłem więc także wrzucić parę słów od siebie. Od razu zaznaczam, że jest to podsumowanie maksymalnie sybiektywne i maksymalnie jednostronne. W ramach wstępu zaznaczę także, że załączoną grafikę wypluło mi google, a znajduje się na stronie <a href="http://chavez.asylus.pl/2009/12/podsumowanie-roku-2009/"><b>czytaj dalej...</b></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://chavez.asylus.pl/wp-content/uploads/2009/12/garfield_znudzony.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-532" title="garfield_znudzony" src="http://chavez.asylus.pl/wp-content/uploads/2009/12/garfield_znudzony-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Wielkimi krokami zbliża się koniec roku 2009. Całkiem spora liczba blogów które czytuje zajęło się robieniem różnego rodzaju podsumowań, postanowiłem więc także wrzucić parę słów od siebie. Od razu zaznaczam, że jest to podsumowanie maksymalnie sybiektywne i maksymalnie jednostronne. W ramach wstępu zaznaczę także, że załączoną grafikę wypluło mi google, a znajduje się na stronie <a href="http://mediapickle.com/content/" target="_blank">http://mediapickle.com/content/</a>.<span id="more-531"></span></p>
<p><strong>Okiem Informatyka</strong></p>
<p>W dziedzinie informatyki był to dla mnie rok niezwykle udany. Uporządkowałem swoją wiedzę dotyczącą programowania, ukończyłem studia pierwszego stopnia, ciągle pracuję w <a href="http://magneticpoint.com" target="_blank">jednej firmie</a>. Jeśli patrzeć nieco dalej, to na pewno pewnym fenomenem jest rozwój <a href="http://pl-pl.facebook.com/" target="_blank">Facebooka</a>, na którym nawet ja mam konto. Z drugiej strony upadek &#8211; jeśli nie finansowy, to na pewno &#8222;markowy&#8221; &#8211; naszej-klasy. Patrząc na liczbę stron, publikujących debilizmy pojawiające się na naszej-klasie, można dojść do wniosku, że wstyd tam mieć konto. Jasnoróżowe niunie opanowały serwis, a szkoda, bo założenia miał dość ciekawe.</p>
<p>Rozwijają się także mikroblogi. <a href="http://twitter.com/" target="_blank">Twitter</a> czy <a href="http://blip.pl/" target="_blank">Blip</a> pozwalają na szybkie informowanie znajomych. I fajnie. Z nieco innej bajki &#8211; Google poinformowało, że tworzy własny system operacyjny. Wczytując się jednak w <a href="http://osnews.pl/google-chrome-os-rewolucji-ciag-dalszy/" target="_blank">opublikowane informacje</a>, jakoś nie napawają mnie one optymizmem. Czemu? Cóż, system ten, aby poprawnie funkcjonować, wymaga stałego dostępu do netu. Wszystkie usługi &#8211; edytory tekstu, odtwarzacze, przeglądarki &#8211; będą hostowane zewnętrznie przez Google. A więc także wszelkie dane. Inwigilacja totalna, ja odpadam. Zostaje przy Ubuntu.</p>
<p>Jeśli idzie o aspekt programistyczny, na pewno rok 2009 mogę uznać rokiem <a href="http://www.ruby-lang.org/pl/" target="_blank">Rubiego</a>. Wgryzam się w niego cały czas i muszę stwierdzić, że bardzo mi odpowiada. Obiektowość pełną gebą. Dokładając do niego <a href="http://rubyonrails.org/" target="_blank">Ruby on Rails</a> &#8211; ponoć fenomenalny framework &#8211; mam nadzieję, że tak będzie wyglądała przyszłość internetu. Żegnaj PHP, witaj Ruby.</p>
<p><strong>Okiem RPGowca</strong></p>
<p>Nieco zamieszało się na naszym niewielkim poletku buraczanym. W 2009 pojawiło się nieco pozytywnych rzeczy. Przede wszystkim można zaobserwować znaczący rozrost blogów poswięconych fantastyce. Bardzo fajnie, bo często materiały tam umieszczane są bardzo użytkowe, bądź też najnormalniej w świecie ciekawe. Mam cichą nadzieję, że w 2010 roku rozwinie się to wszystko i pójdzie w stronę publikwowania coraz bardziej dopieszczonych i rozbudowanych materiałów.</p>
<p>Kolejnymi pozytywami były na pewno premiery. Najpierw <a href="http://klanarchia.pl" target="_blank">Klanarchia</a>, która po potężnym marketingu i ostrym starcie nieco jakby zamarła. Z drugiej strony <a href="http://wolsung.pl/" target="_blank">Wolsung</a>, który jednak kompletnie do mnie nie trafia. Ostatnim pozytywem zaś jest ramel i <a href="http://gramelowo.blogspot.com/2009/10/no-to-ruszamy.html" target="_blank">plany wydania Savage Worlds</a> oraz pojawienia się do niego <a href="http://3k10.wordpress.com/2009/12/06/nemezis-1/" target="_blank">Nemezis</a> jako settingu. Choć nie wydane w 2009 roku, to mam nadzieję, że za rok będzie się ciągle o tym mówiło i to w pozytywnym kontekście.</p>
<p>Co za granicą? Jak dla mnie to najważniejszym wydarzeniem było pojawienie się trzecich edycji <a href="http://www.fantasyflightgames.com/edge_news.asp?eidn=729" target="_blank">Warhammera</a> oraz <a href="http://www.redbrick-limited.com/cms/index.php?categoryid=18" target="_blank">Earthdawna</a>. O ile tym pierwszym jestem średnio zainteresowany, o tyle strasznie żałuję, że w Polsce raczej nie ma szans na przetłumaczenie tego drugiego. System od którego zaczynałem swoją przygodę z RPG, który po długiej przerwie znowu zmobilizował mnie do pewnych działań.</p>
<p>Tak całkowicie prywatnie, to moim pozytywnym wyczynem było po raz pierwszy w życiu napisanie w 100% własnej przygody (i to w niecałe 4h pisania) i wzięcie udziału, również pierwszy raz w zyciu, w konkursie. Efekt &#8211; wyróżnienie. Wspomniany tekst zaś jest dostępny <a href="http://www.earthdawn.pl/joomla/index.php?option=com_content&amp;task=view&amp;id=285&amp;Itemid=61" target="_blank">tutaj</a>.</p>
<p>Żeby nie było zbyt dobrze, rok 2009 to także mniej ciekawe wydarzenia. Przede wszystkim koniec drugiej edycji WFRP po polsku oraz ISA, która drgnęła i zamarła. Nie popisał się także <a href="http://www.imaginator.pl/" target="_blank">Imaginator</a>, który porzucił &#8211; na czas nieokreślony &#8211; projekt wydania L5K.</p>
<p>I to by było na tyle. Wszystkim najlepszego w nowym roku.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chavez.asylus.pl/2009/12/podsumowanie-roku-2009/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Lenovo IdeaPad Y550</title>
		<link>http://chavez.asylus.pl/2009/10/lenovo-ideapad-y550/</link>
		<comments>http://chavez.asylus.pl/2009/10/lenovo-ideapad-y550/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 04 Oct 2009 17:09:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Chavez</dc:creator>
				<category><![CDATA[Informatyka]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://localhost/wordpress/?p=268</guid>
		<description><![CDATA[Co prawda nowego laptopa kupiłem już jakiś czas temu, jednak dopiero teraz mam trochę czasu by o tym napisać. Swoją przygodę z laptopami zacząłem dwa lata temu z modelem BenQ P52EG. Niestety po roku spaliła się w nim płyta główna i serwis wymienił mi całego kompa na BenQ R56. Na blogu jest nawet gdzieś opis <a href="http://chavez.asylus.pl/2009/10/lenovo-ideapad-y550/"><b>czytaj dalej...</b></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://chavez.asylus.pl/wp-content/uploads/2009/10/lenovo.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-580" title="lenovo" src="http://chavez.asylus.pl/wp-content/uploads/2009/10/lenovo-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Co prawda nowego laptopa kupiłem już jakiś czas temu, jednak dopiero teraz mam trochę czasu by o tym napisać. Swoją przygodę z laptopami zacząłem dwa lata temu z modelem BenQ P52EG. Niestety po roku spaliła się w nim płyta główna i serwis wymienił mi całego kompa na BenQ R56. Na blogu jest nawet gdzieś opis jak w Debianie odpalić na nim Wi-fi. W każdym razie &#8211; nowy laptop miał być trzeci, ale po raz pierwszy chciałem kupić coś o lepszej marce niż BenQ czy Acer.<br />
<span id="more-268"></span>Poszukiwania rozpocząłem od Sony Vaio. Cóż, po prostu lubie rzeczy z Japonii. Ufam tym małym rączkom. Niestety ceny Sony ma zaporowe. Za dość spore pieniądze mogłem otrzymać dość słaby sprzęt. Kolejny na liście był Dell. Tutaj niestety nie znalazlem interesującej mnie konfiguracji sprzętowej. Bo zaznaczyć musze, że kupując laptopa miałem konkretne wymagania &#8211; procesor Intela i grafika nVidii. Powody są przyziemne &#8211; Pentiumy lepiej się sprawują w laptopach, a nVidia jest lepiej obsługiwana przez linuksy.</p>
<p>Kolejny na liście był dawny gigant IBM, który zrezygnował z produkcji laptopów na rzecz firmy Lenovo. Jako że jest to chińska produkcja, o kondycję firmy mogę być spokojny ;) Wsród Lenovo padło na dwa modele Y530 i jego następcę &#8211; Y550. O wyborze zdecydowała mocniejsza karta graficzna w tym drugim przy znośnej różnicy cenowej &#8211; 200 złotych &#8211; oraz ładniejszy design. Y530 może i sprawia wrażenie trwalszego, ale przy tym jest dużo bardziej kanciasty i &#8222;toporny&#8221;. Nie przypadł mi zbytnio do gustu z wyglądu.</p>
<p>I tak oto stałem się posiadaczem Lenovo IdeaPad Y550. Sam laptop dostepny jest w dwóch wersjach kolorystycznych. Ja poszukiwałem całego czarnego i takiego mam. Jego ogromnie fajną sprawą jest matryca LED-owa, która nie dośc że ładnie wygląda, to jeszcze pobiera mniej prądu niż tradycyjna. To co może przeszkadzać, to dośc duża liczba wszelkiej maści białych diód na obudowie (włącznie z podświetlonym napisem ideapad w prawym dolnym rogu).</p>
<p>Y550 dostepny jest w kilku konfiguracjach sprzętowych. Ja zdecydowałem się na najsłabszą &#8211; Pentium Dual Core 2,0 GHz T4200, 3GB RAM, 320 GB HDD oraz nVidia GT 130M 512MB. Niezaprzeczalną zaletą jest fakt, że wszelkie pamięci są DDR3. Czemu wybrałem najsłabszy? Bo droższy model różnił się tym, że miał identyczny procesor Core 2 Duo. Czemu identyczny? Bo model T4200 i T6400 różni się tylko cache L2 &#8211; ten pierwszy ma 1MB a drugi 2MB. Wolałem zaoszczędzić 700zł różnicy.</p>
<p>Jaki więc jest Y550? Mimo wspomnianych diód &#8211; bardzo ładny z wyglądu. Nic nie skrzypi, wszystko dobrze spasowane. Górna klapa ma matowe wzorki, przez co nie widać zbytnio śladów palców. Design przypomina nieco ten znany z HP czy Toshib. Laptop ma &#8211; jak dla mnie &#8211; bardzo wygodną klawiaturę. Mały skok, dość cicha i da się na niej bardzo szybko pisać bez problemu, że kliknie się nie to, co się chce. Fajnie, że CapsLock i NumLock posiadają dodatkowe małe światełka które sygnalizują, który klawisz jest aktywny. Bardzo pozytywne rozwiązanie. Tak samo pozytywnie zaskoczył touchpad, precyzyjny z bezgłośnymi przyciskami &#8211; dla mnie świetne rozwiązanie. Także DVD pozytywnie mnie zaskoczyło &#8211; płytki nie wyją, jak czasem zdarzało mi się w BenQ.</p>
<p>Kolejnym plusem jest dźwięk oraz klawisze multimedialne. Y550 posiada dwa głośniki plus subwoofer. Dzieki temu muzyczka gra przyjemnie jak na laptopa. Dobrym rozwiązaniem, czego nie miałem w R56, są kalwisze do głosności &#8211; głośniej, ciszej, wycisz. Dzięki temu &#8211; poza normalnymi kombinacjami z klawiszem Fn &#8211; można szybko wyregulować głośność.</p>
<p>Minusy? Jest jeden przełącznik, który odpala Wi-fi oraz bluetooth. Szkoda, bo tego drugiego używam zdecydowanie mniej niż pierwszego. Poza tym dodatkowe klawisze dotykowe działają niestety tylko pod Windowsem. Minusem jest też wykończenie okolic klawiatury &#8211; &#8222;śliskie&#8221; i błyszczące, na którym niestety widać ślady palców.</p>
<p>Domyślnie Y550 dotarł do mnie z Vistą Home Premium, która szybko wyleciała. Jej miejsce zajęła Vista Business do celów rozrywkowych oraz Ubuntu 9.04 do celów pozostałych. W oby przypadkach nie było większych problemów z instalacją. Na osobnej partycji Lanovo dorzucił wszystkie sterowniki do Visty, więc wystarczyło milion razy zrestartować komputer i potem ściągnąć nowe sterowniki do grafiki. Ubuntu odpaliło od razu, jedynie po zmianie sterowników do grafiki na własnościowe, ekran podzielił się na sześć mniejszych. Jak się okazało, nVidia wie o tym (kwestia zbyt nowej karty graficznej) i na ich forum jest rozwiazanie &#8211; jedna linijka dopisana do plinu xrog.conf.</p>
<p>Mogę więc śmiało powiedzieć, że udało mi się. Obawiałem się nieco wpakować kasę w lapa, który w niczym nie okaże się lepszy od BenQ. Na szczeście jest inaczej. W codziennym użytkowani uczuć, że Lenovo to inna klasa niż BenQ. Sam Y550, poza wspomnianymi mankamentami, jest dla mnie idealny. Nie był zbyt drogi, jest ładny a dodatkowo ma ogromny zapas mocy, tak na wszelki wypadek.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chavez.asylus.pl/2009/10/lenovo-ideapad-y550/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Back to *buntu</title>
		<link>http://chavez.asylus.pl/2009/08/back-to-buntu/</link>
		<comments>http://chavez.asylus.pl/2009/08/back-to-buntu/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 21 Aug 2009 20:12:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Chavez</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Informatyka]]></category>
		<category><![CDATA[Linux]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://localhost/wordpress/?p=260</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnia moja styczność z systemami z rodziny *buntu mialem gdzieś w pierwszej połowie 2007 roku przy okazji aktualizacji Kubuntu. Od tego czasu jedyne co robie to rozdaje płyty znajomym i prowadzę aktywną &#8222;kampanie propagandową&#8221;, mającą uświadomić znajomym, że poza Windowsem jest też coś innego. Do sedna &#8211; w pracy przez prawie rok używałem Debiana. Działał <a href="http://chavez.asylus.pl/2009/08/back-to-buntu/"><b>czytaj dalej...</b></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://chavez.asylus.pl/wordpress/wp-content/uploads/2009/08/UbuntuLogo.png"><img class="alignleft size-medium wp-image-302" title="UbuntuLogo" src="http://chavez.asylus.pl/wordpress/wp-content/uploads/2009/08/UbuntuLogo-300x78.png" alt="UbuntuLogo" width="300" height="78" /></a></p>
<p>Ostatnia moja styczność z systemami z rodziny *buntu mialem gdzieś w pierwszej połowie 2007 roku przy okazji aktualizacji Kubuntu. Od tego czasu jedyne co robie to rozdaje płyty znajomym i prowadzę aktywną &#8222;kampanie propagandową&#8221;, mającą uświadomić znajomym, że poza Windowsem jest też coś innego.</p>
<p><span id="more-260"></span>Do sedna &#8211; w pracy przez prawie rok używałem Debiana. Działał dobrze, wszystko elegancko śmigało. Zachciało mi się zabaw, odpaliłem compiza, podrasowałem nieco systemik. Było fajnie. Niestety kolejne aktualizację linii testing przynosiły takie zmiany, że spora część rzeczy przestała działać. Aż w końcu powiedziałem &#8211; starczy. Czas przeinstalować system.</p>
<p>Wybór padłby znowu na Debiana gdyby nie fakt, że parę dni prędzej robiłem porządki na laptopie. BenQ R56 ma to do siebie, że nie lubi się z systemami. Sterowników do Windowsa XP trzeba szukać na necie, bo instalacja z płyty nawet z SP3 to po prostu parodia &#8211; większość sprzetu nie zostaje wykryta. Nic to &#8211; myśle &#8211; mam też Viste, w końcu jest polecana dla tego lapa. 10GB które zjada system mnie powaliło. Dosłownie. Plus jest taki, że sterowniki na płycie dostarczone przez producenta działały. Bo system sam z siebie nie wykrył karty graficznej, karty Wi-Fi oraz kamery. Po paru restartach było lepiej &#8211; tylko kamera nie działa i tak już zostało. Za to prędkość działania jest tak duża, że w sumie nie wiem po co trzymam dalej Viste.</p>
<p>Na drugiej partycji miał wylądować Debian. Niestety, coś się stało z płytą instalacyjną i instalacja wieszała się na przygotowywaniu pakietów do instalacji. System potrzebny, czasu ściągać nowego nie mam. I odnalazłem płytkę Kubuntu 9.04. Wrzucona do napędu, instalacja, reboot. Wow. Wykrył wszystko. Wszyściutko &#8211; włącznie z Wi-Fi i kamerą internetową. Szybka konfiguracja sieci i już smigało po bezprzewodówce. Ściągnięcie skryptu konfiguracyjnego, wykonanie paru kroków, zaktualizowanie, wywalenie KDE i zainstalowanie GNOME, reboot.</p>
<p>Piękny, działający w pełni system, niesamowicie szybki i stabilny. A do tego banalny w obsłudze i uruchamia się momentalnie. Windows i prostota? Tak, widać. I tym oto sposobem w pracy na kompie także wylądowało Ubuntu 9.04. To, że Linux jest trudniejszy/brzydszy/gorszy/cokolwiek od Windowsa można z powodzeniem włożyć między bajki.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chavez.asylus.pl/2009/08/back-to-buntu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Debian, Wi-Fi i BenQ R56</title>
		<link>http://chavez.asylus.pl/2009/04/debian-wi-fi-i-benq-r56/</link>
		<comments>http://chavez.asylus.pl/2009/04/debian-wi-fi-i-benq-r56/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 27 Apr 2009 12:20:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Chavez</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Informatyka]]></category>
		<category><![CDATA[Linux]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://localhost/wordpress/?p=249</guid>
		<description><![CDATA[Co zrobić, żeby działało Wi-fi. Pierwotnie był to post na forum Debiana. Co siedzi w BenQ R56: chavez@debian:~$ lsusb Bus 001 Device 003: ID 18e8:6229 Qcom RT2573 Bus 001 Device 002: ID 04f2:b024 Chicony Electronics Co., Ltd Bus 001 Device 001: ID 1d6b:0002 Linux Foundation 2.0 root hub Bus 007 Device 001: ID 1d6b:0001 Linux <a href="http://chavez.asylus.pl/2009/04/debian-wi-fi-i-benq-r56/"><b>czytaj dalej...</b></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Co zrobić, żeby działało Wi-fi. Pierwotnie był to post na forum <a href="http://debian.linux.pl/viewtopic.php?t=11483" target="_blank">Debiana</a>.<br />
<span id="more-249"></span><br />
Co siedzi w BenQ R56:</p>
<pre>chavez@debian:~$ lsusb</pre>
<pre>Bus 001 Device 003: ID 18e8:6229 Qcom RT2573</pre>
<pre>Bus 001 Device 002: ID 04f2:b024 Chicony Electronics Co., Ltd</pre>
<pre>Bus 001 Device 001: ID 1d6b:0002 Linux Foundation 2.0 root hub</pre>
<pre>Bus 007 Device 001: ID 1d6b:0001 Linux Foundation 1.1 root hub</pre>
<pre>Bus 006 Device 002: ID 15ca:00c3 Textech International Ltd. Mini Optical Mouse</pre>
<p>Wujek google i kombinowanie wykazały, ze karta sieciowa Qcom-u oparta jest o chipset firmy Ralink. Glebsza analiza wykazała, ze w systemie są już załadowane odpowiednie sterowniki. Problem pozostaje wiec tylko w podpięciu tego do routera.</p>
<p>Dodanie do pliku /etc/network/interface wpisu o automatycznym podnoszeniu wlan0 niewiele dało. Skorzystałem także z wpa_gui w celu podłączenia, niestety program przywiesza się podczas łączenia (opcja skanowania pokazuje dostępne sieci bezprzewodowe).</p>
<p>Znalazłem także narzędzie dedykowane do tego typu kart rutilt &#8211; teoretycznie pokazuje, że nawiązano połączenie, jednak net nie działa.</p>
<p>I się jednak udało.</p>
<p>Do pliku /etc/network/interfaces należy dopisać:<br />
Kod:<br />
# wifi<br />
allow-hotplug wlan0<br />
iface wlan0 inet dhcp</p>
<p>Zainstalować program wifi-radar, warto chyba także mieć pakiety związane z wpa, jeśli stosuje się to szyfrowanie. Po odpaleniu wifi-radar wypełnić opcje, w driver podając np.: wext</p>
<p>Przy czym warto także mieć zainstalowany program rutilt &#8211; można go ustawić w trayu do monitorowania połączenia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chavez.asylus.pl/2009/04/debian-wi-fi-i-benq-r56/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Assassin&#8217;s Creed</title>
		<link>http://chavez.asylus.pl/2008/09/assassins-creed/</link>
		<comments>http://chavez.asylus.pl/2008/09/assassins-creed/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Sep 2008 10:14:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Chavez</dc:creator>
				<category><![CDATA[Informatyka]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Komputerowe]]></category>
		<category><![CDATA[Polter]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://localhost/wordpress/?p=245</guid>
		<description><![CDATA[Assassin&#8217;s Creed był hitem na konsole, jednak jako osoba, która takowej nie posiada, nie emocjonowałem się zbytnio tym tytułem. Gdy zaś twórcy zapowiedzieli, że nie pojawi się żadne demo, spadł on jeszcze bardziej w rankingu oczekiwanych pozycji. Jednak w końcu nastąpiła premiera i dzięki firmie Cenega Poland za niecałe 100 złotych każdy mógł sam przekonać <a href="http://chavez.asylus.pl/2008/09/assassins-creed/"><b>czytaj dalej...</b></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://chavez.asylus.pl/wordpress/wp-content/uploads/2008/09/assassin.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-304" title="assassin" src="http://chavez.asylus.pl/wordpress/wp-content/uploads/2008/09/assassin-207x300.jpg" alt="assassin" width="207" height="300" /></a>Assassin&#8217;s Creed był hitem na konsole, jednak jako osoba, która takowej nie posiada, nie emocjonowałem się zbytnio tym tytułem. Gdy zaś twórcy zapowiedzieli, że nie pojawi się żadne demo, spadł on jeszcze bardziej w rankingu oczekiwanych pozycji. Jednak w końcu nastąpiła premiera i dzięki firmie Cenega Poland za niecałe 100 złotych każdy mógł sam przekonać się, czy gra słusznie uzyskała rozgłos.<br />
<span id="more-245"></span>Wydanie nie budzi zachwytu. Za niemałe pieniądze otrzymujemy jedynie &#8222;podstawowy zestaw&#8221; &#8211; płyta i instrukcja. Ta druga w dodatku niebyt gruba, choć trzeba przyznać, że ciekawie napisana i wyjaśniająca wszelkie niuanse gry. Jednak za niecałe 100 złotych spodziewałem się więcej. Plakat, może soundtrack? Szkoda, tym bardziej, że konkurencja bardziej się stara. Gra jednak została zainstalowana, podczas każdego uruchamiania pobiera sobie ewentualne poprawki – można grać.</p>
<p>Początkowo niewiele wiadomo – intro, ukazujące starożytne miasto gdzieś w Ziemi Świętej a do tego postać tajemniczego asasyna, wykonane zostało bardzo starannie. Gdyby było dłuższe mógłbym je z całą świadomością umieścić na równi z tym, widzianym w Wiedźminie – a to bardzo dobrze o nim świadczy. Po nim czas na standardowe ustawianie profili, grafiki, sterowania i można zaczynać właściwą zabawę. Jednak niewiele się wyjaśnia – ot rozmazana grafika, jakieś niebieskie nitki pajęczyn na ekranie, do tego głos jakby &#8222;z zaświatów&#8221; &#8211; i następuje niespodzianka – zostajemy wybudzeni. Okazuje się, że wcielamy się w postać Desmonda Milesa – młodego człowieka uprowadzonego przez firmę Abstergo. Według teorii tej firmy, w każdym człowieku tkwi pamięć jego przodków zachowana głęboko w DNA. Stworzono więc maszynę – Animus – pomagającą &#8222;przypomnieć&#8221; sobie dzieje przodków. Jak się bowiem okazuje, Miles – a właściwie jego praprapra&#8230; dziadek Altair – jest zabójcą w Ziemi Świętej. Poszukuje tam pewnego artefaktu, którym zainteresowana jest firma Abstergo. Stąd Desmond zostaje przymuszony do współpracy.</p>
<p>Chcąc nie chcąc – równolegle śledzimy więc historię Desmonda oraz Altaira. Przy czym &#8222;śledzimy&#8221; jest tutaj jak najbardziej na miejscu – autorzy po prostu odsłaniają kolejne kawałki układanki, nie pozostawiając graczowi wiele do samodzielnego odkrycia. Szkoda, bo przez to Assassin&#8217;s Creed staje się typową grą zręcznościową, w której fabuła jest tylko pretekstem do biegania, skakania i zabijania. Wracając jednak do samej rozgrywki – po wejściu do Animusa, Desmond dosłownie przejmuje kontrolę nad Altairem. Na szczęście na początku rozgrywki jest swoisty samouczek, w którym przedstawiono podstawy sterowania. Po nim następuje wstępna misja, w której wykorzystujemy poznane techniki. Przez całą grę pojawiać się zresztą będą teksty pomocy przypominające klawiszologię. Nasza pierwsza misja jest jednak nie do końca udana, przez co zostajemy zdegradowani i przymuszeni przez zakon asasynów do wypełniania różnych zadań by odzyskać utraconą rangę. Takim oto sposobem zwiedzimy m.in. starożytny Damaszek czy Jerozolimę. Obszar gry to także miejsca poza tymi miastami, który także nie należy do najmniejszych. Na szczęście twórcy pomyśleli o niecierpliwych graczach i udostępniono opcję umożliwiającą korzystanie z transportu konnego. Pojawia się także możliwość automatycznego przeniesienia do wybranego miejsca.</p>
<p>Jako Altair mamy dostęp do technik asasynów, pozwalających na skuteczne eliminowanie przeciwników. Z początku – ponownie jako uczeń – posiadamy tylko miecz. Jednak wraz z wykonywaniem głównych zleceń, polegających na zabiciu jakiejś ważnej osoby, odzyskujemy swój początkowy status i ekwipunek. Muszę przyznać, że ukryte ostrze czy noże do rzucania świetnie się sprawdzają podczas gry i zapewniają świetną zabawę. Dodatkowo Altair potrafi zwinnie poruszać się po całym mieście – wliczając w to ściany oraz dachy budynków. Jest to chyba największa przyjemność z tej gry – przeskakiwanie po wszystkim co się da, byle dotrzeć do celu. Szczególnie, że upadek niekoniecznie oznacza śmierć. Podczas całej gry posiadamy tzw. poziom dostrojenia, który zobrazowany jest przez poziome paski w górnym prawym rogu ekranu. Jest to jednocześnie poziom naszego życia. Odzyskujemy je postępując zgodnie z kodeksem asasynów i wypełniając zlecenia. Assassin&#8217;s Creed nie jest tytułem, w którym łatwo zginąć.</p>
<p>Radość z tego jest tym większa, że same miasta są dość spore i wykonano je bardzo starannie. Jak zresztą całą grę – Assassin&#8217;s Creed po prostu zachwyca grafiką oraz optymalizacją samego silnika. Zabawa jest płynna, nie wystąpiły u mnie żadne przycięcia – a komputera wcale nie mam &#8222;z najwyższej półki&#8221;. W miastach krążą ludzie oraz strażnicy, dodatkowo możemy natknąć się na żebraczki bądź też umysłowo chorych. Dla Altaira najważniejsze jest jednak pozostanie w ukryciu. Na ekranie cały czas widać symbol odpowiedzialny za poziom &#8222;dekonspiracji&#8221;. W zależności od jego wskazań albo będziemy mogli swobodnie poruszać się między strażnikami, albo też będzie nas szukało całe miasto. W tym drugim przypadku będziemy musieli skorzystać ze skrytek – wskoczyć do stogu siana, wmieszać się w tłum udając zakonnika, bądź też skorzystać z altan znajdujących się na dachach domów. Wszystko to pozwoli na odzyskanie anonimowości.</p>
<p>Na plus zaskoczyło mnie właśnie sterowanie. Często jest tak, że do tytułów konsolowych należy zaopatrzyć się w pad, by prowadzić normalną rozgrywkę. W tym wypadku tak nie jest – sterowanie klawiaturą oraz myszką sprawdza się wyśmienicie. I mówi to osoba, która wcale nie jest jakoś ponadprzeciętnie zręczna jeśli chodzi o gry komputerowe. Jednak bez najmniejszego problemu poruszałem się po dachach oraz walczyłem z przeciwnikiem. Wykonywanie określonych kombinacji także nie sprawiło mi trudności. Rozwijając nieco ten temat – Altair porusza się w dwóch trybach – zwykłym oraz specjalnym. W tym pierwszym można normalnie poruszać się po mieście. Ten drugi umożliwia nam korzystanie ze zdolności asasyna – można więc wdrapywać się na ściany czy też atakować z ukrycia. To drugie zresztą często jest nagradzane krótkim filmikiem ukazującym moment efektownego (i efektywnego) zabicia przeciwnika.</p>
<p>Nie jest to niestety gra bez wad. Przede wszystkim widać jej konsolowość w kwestii zapisywania. Dzieje się to automatycznie w kluczowych lokacjach lub po wykonaniu określonej misji. Przeszkadza to, gdy chcemy po prostu przerwać zabawę – musimy wtedy często cofnąć się nieco w akcji, bądź też przerywać ją zaraz po miejscu zapisu. Szkoda, że wersja „piecowa” nie doczekała się jakiegoś bardziej standardowego rozwiązania. Drugą rzeczą przeniesioną wprost z konsol są dodatkowe &#8222;znajdźki&#8221;. Możemy zbierać różne flagi rozrzucone po miastach i Królestwie, bądź zabijać wrogów z zakonu Templariuszy. Jednak nie pomyślano o tym, co gracz uzyska w nagrodę. Szkoda, bo przez to ich kolekcjonowanie nieco traci sens. Ostatnią przeszkadzającą sprawą jest praca kamery. Przez całą grę śledzimy poczynania Altaira zza jego pleców. Tylko w określonych momentach możemy &#8222;przełączyć się&#8221; na chwilę w tryb pierwszoosobowy. Niestety, kamera zza pleców często potrafi się zgubić – przechodząc wąską uliczką i walcząc z wieloma przeciwnikami, nieraz nie będziemy w stanie iść w wybranym wcześniej kierunku. Kilka razy zdarzyło mi się wbiec w ścianę zamiast uciec uliczką, co jest nieco irytujące.</p>
<p>Sama rozgrywka także potrafi zniechęcić schematycznością. Za każdym razem zadanie wygląda tak samo – udać się do miasta i wspiąć się na punkty obserwacyjne. Dzięki temu odsłoni się fragment mapy i zostaną na nim zaznaczone zadania. Następnie należy wypełnić kilka z nich i odblokować w ten sposób możliwość zabicia wroga. Potem udajemy się do przełożonego, który zleca nam nowe zadania. I tak w kółko. Problemem jest właśnie mała różnorodność zleceń. Eskorta, przesłuchanie, podsłuchanie, zabójstwa bądź wyścigi to trochę mało. Do tego dochodzą misje niezależne, odnajdywane w miastach. Broniąc mieszkańców przed bandytami uzyskujemy w zamian jakiś bonus – albo paru mnichów dzięki którym możemy wtopić się w tłum, albo garstkę osiłków, opóźniającą pościg. Wielka szkoda, że autorzy nie postarali się o nic więcej. O różnorodności znanej choćby z GTA Vice City można zapomnieć. Dziwię się także, że gra odniosła taki sukces na konsolach. Tam misji było jeszcze mniej. Edycja komputerowa została bowiem wzbogacona o przesłuchania, pościgi oraz eskorty.</p>
<p>Także SI przeciwników nie jest zachwycające. Podczas gdy walczymy z kilkoma wrogami, przeważnie to jeden, góra dwóch atakuje, a reszta przygląda się temu, od czasu do czasu wyprowadzając cios. Potrafią za to całkowicie &#8222;zgłupieć&#8221; lub zablokować się, jeśli udamy się w jakieś nietypowe miejsce, np. balkon na piętrze. Zdarza się także sytuacja odwrotna – spotykamy przeciwnika, który robi z naszą postacią co tylko chce, a sami w żaden sposób nie będziemy mogli go pokonać. Irytuje też czasem zachowanie mieszkańców, gdy skradamy się za jakąś postacią i ktoś nas zaczepi w jakiejś wąskiej uliczce. Wiele minut może trwać taka zabawa w &#8222;szturchanie&#8221; naszego bohatera, zanim wymanewrujemy nim do bezpiecznego miejsca. Inna sprawa, że misje przesłuchania wymagają udania się za podejrzanym w odosobnione miejsce i pobicie go, dzięki czemu uzyskuje się informacje. Zdarzyło mi się jednak dokonanie tego czynu na środku placu i nikt nie zareagował. Tak samo jak mało przejęli się faktem, że zniszczyłem czyjś stragan. Wystarczy jednak wejść na dach, by zacząć alarmować straże.</p>
<p>Gra została wydana w całkowicie polskiej wersji językowej. Cenega &#8222;słynie&#8221; z tego, że potrafi &#8222;położyć&#8221; bardzo dobry tytuł swoim tłumaczeniem. Tutaj na szczęście tak nie jest – gra aktorska nie przeszkadza, a wszystkie teksty są zrozumiałe. Co więcej, gdybym nie wiedział, że w tytule pojawiają się Daniel Olbrychski i Borys Szyc, nigdy bym się tego nie domyślił. Duże brawa dla nich za podłożenie głosu.</p>
<p>Assassin&#8217;s Creed jest grą nierówną. Z jednej strony zachwyca grafiką i możliwością &#8222;małpich skoków&#8221; po mieście. Nawet, jeśli nie wypełnimy zleceń potrafi dostarczyć dużo frajdy. Skakanie po dachach i finezyjna likwidacja wrogów po prostu bawi. Łatwość tego wszystkiego prowokuje do dalszych eksperymentów oraz &#8222;podchodów&#8221;. Problemem jest tylko fakt, że wszystko to nie przyciąga na zbyt długo. Zadania nudzą, historia opowiadana bez naszego udziału niezbyt wciąga. Samo zakończenie mnie rozczarowało. Brakowało mi także możliwości wchodzenia do domów mieszkańców oraz trybu dnia i nocy. Więcej – nie ma nawet różnych warunków atmosferycznych. Szkoda, dzięki tym wszystkim opcjom gra by na pewno zyskała. Czekam jednak na kolejną część. Mam nadzieje, że twórcy bardziej rozwiną elementy RPGowe oraz wymyślną nowe zadania do wykonania i mimo wszystko uważam, że warto zapoznać się z tym tytułem. Pozachwycać się grafiką, poskakać – dosłownie – po mieście. I oczekiwać drugiej, miejmy nadzieję, bardziej rozbudowanej części.</p>
<p>Ocena: 4 / 6<br />
Producent: Ubisoft Studios<br />
Wydawca: Ubisoft<br />
Dystrybutor PL: Cenega Poland<br />
Data premiery: 08 kwietnia 2008<br />
Data wydania PL: 18 kwietnia 2008<br />
Wymagania sprzętowe: Intel Core 2 Duo 2,2 GHz, 2 GB RAM, 512 MB akcelerator 3D, Windows XP/Vista, 12GB na HDD<br />
Graliśmy na: Intel Dual Core 2,4GHz, ATI Radeon HD3650 512MB, 2GB RAM<br />
I&#8230;: wszystko na full i zero problemów</p>
<p>Redakcja: Beata &#8216;teaver&#8217; Kwiecińska-Sobek<br />
Pierwotnie opublikowano na: http://gry.polter.pl/Assassins-Creed-c18086</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chavez.asylus.pl/2008/09/assassins-creed/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>F.E.A.R. Złota Edycja</title>
		<link>http://chavez.asylus.pl/2008/08/f-e-a-r-zlota-edycja/</link>
		<comments>http://chavez.asylus.pl/2008/08/f-e-a-r-zlota-edycja/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 20 Aug 2008 10:09:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Chavez</dc:creator>
				<category><![CDATA[Informatyka]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Komputerowe]]></category>
		<category><![CDATA[Polter]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://localhost/wordpress/?p=233</guid>
		<description><![CDATA[Wstyd się przyznać, ale premiera gry F.E.A.R. jakoś mi umknęła. Owszem, wiedziałem kiedy się ukazał, jednak jakoś nie zainteresowałem się bliżej tym tytułem. Na szczęście, dla takich śpiochów jak ja firma CD Projekt wydaje wszelkiej maści wznowienia. Tym razem jest to Platynowa Kolekcja, w skład której weszła gra F.E.A.R. (Firts Encounter Assault Recon) wraz z <a href="http://chavez.asylus.pl/2008/08/f-e-a-r-zlota-edycja/"><b>czytaj dalej...</b></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://chavez.asylus.pl/wordpress/wp-content/uploads/2008/08/fear-zlota.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-307" title="fear" src="http://chavez.asylus.pl/wordpress/wp-content/uploads/2008/08/fear-zlota-212x300.jpg" alt="fear" width="212" height="300" /></a>Wstyd się przyznać, ale premiera gry F.E.A.R. jakoś mi umknęła. Owszem, wiedziałem kiedy się ukazał, jednak jakoś nie zainteresowałem się bliżej tym tytułem. Na szczęście, dla takich śpiochów jak ja firma CD Projekt wydaje wszelkiej maści wznowienia. Tym razem jest to Platynowa Kolekcja, w skład której weszła gra F.E.A.R. (Firts Encounter Assault Recon) wraz z dodatkiem Extraction Point.</p>
<p><span id="more-233"></span>Za niecałe 60 złotych otrzymamy trzy płyty (dwie z grami oraz jedną z poradnikami oraz łatkami), instrukcję oraz poradnik. O ile dwa pierwsze elementy zestawu są dość jasne (w przypadku instrukcji wystarczy wspomnieć, że wykonano ją poprawnie i znalazło się w niej wszystko, by rozpocząć zabawę), o tyle ostatni składnik jest dość interesujący. Na dobrej jakości papierze mamy dokładny opis przejścia gry wraz z kilkoma niezbędnymi poradami dla początkujących. Muszę przyznać, że to bardzo sympatyczne rozwiązanie. Jeśli ktoś będzie wolał samodzielnie przejść grę, nie musi zaglądać do poradnika.</p>
<p>Chciałoby się powiedzieć, że F.E.A.R. to typowy przedstawiciel gatunku FPS – ot, idziemy i strzelamy. Z takim zresztą podejściem uruchamiałem grę. Owszem, autorzy postarali się oczywiście o tło fabularne – tajne laboratorium, badania, wypadek, akcja ratunkowa. Pierwsze co może zaskoczyć, to sama idea istnienia jednostki F.E.A.R. &#8211; jest to mianowicie oddział militarny do walki ze zjawiskami paranormalnymi. Szybkie zerknięcie na ograniczenie wiekowe (18+) dało mi nadzieję, że poza typową &#8222;nawalanką&#8221; pojawią się także elementy horroru.</p>
<p>Fabuła rozwija się ciekawie. Od – zdawałoby się – prostej misji ratunkowej przeradza się we wciągającą intrygę. Nie chcę psuć zabawy tym, którzy jeszcze nie grali, jednak pierwszym co się rzuca w oczy, to oczywiście grafika. Pomimo tego, że gra nie jest już najnowsza, to ciągle prezentuje się bardzo dobrze. Owszem, można mieć pewne zastrzeżenia do nieco zbyt &#8222;sterylnego&#8221; otoczenia, ale to tak naprawdę czepianie się na siłę. Gra wygląda bardzo dobrze, animacje nie śmieszą – widać także efekty silnika Havok, odpowiedzialnego za fizykę. Trafieni przeciwnicy potrafią spaść ze schodów albo przewrócić stertę beczek. Czasem trafia się jakaś anomalia, jak np. postrzelony z pistoletu wróg przelatujący kilka metrów w górę i do tyłu – na szczęście nie jest to częste. Za to efekty ognia oraz wybuchów wykonano bardzo starannie. Tak samo jak pojawiające się co jakiś czas filmiki – czasem tylko popychają fabułę do przodu, czasem jednak budują przy tym niesamowite napięcie.</p>
<p>We wspomnianym już oddziale F.E.A.R. jesteśmy nowicjuszem – jednak od razu zostajemy rzuceni na &#8222;głęboką wodę&#8221;. Może to dziwić fanów &#8222;realistyczności&#8221;, jednak jest to całkowicie zrozumiałem patrząc pod kątem grywalności. Sterowanie nie odbiega niczym od standardów – kierujemy klawiaturą, strzelamy myszką. Do tego dochodzi klawisz specjalnej zdolności, pozwalający włączyć dobrze znany tryb spowolnienia, znany także jako bullet-time. Możemy wtedy spokojnie eliminować przeciwnika. Oczywiście czas jego działania jest ograniczony długością specjalnego paska widocznego na ekranie. Ładuje się go w trakcie rozgrywki, poprzez choćby zabijanie przeciwników. Poza nim na ekranie widać jeszcze standardowe informacje – poziom życia, używana broń, amunicja, pancerz, GPS.</p>
<p>W strzelance nie mogło zabraknąć oczywiście broni. Tej jest kilka rodzajów, jednak bohater w danym momencie może &#8222;targać&#8221; tylko określony jej rodzaj i ilość. W żaden sposób ograniczenie to jednak nie przeszkadzało mi w zabawie. Wręcz przeciwnie – cieszyłem się, że nie noszę ze sobą całego arsenału. Poruszając się po mapach dodatkowo można natknąć się na apteczki bądź amunicję.</p>
<p>Gra doczekała się polskiej wersji językowej – tym razem przetłumaczono napisy, pozostawiając oryginalną ścieżkę dźwiękową. Bardzo mnie cieszy takie rozwiązanie – szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że odgłosy oraz muzyka idealnie pasują do klimatu rozgrywki.</p>
<p>Można odnieść wrażenie, o którym wspominałem na początku, że F.E.A.R. to typowa strzelanka. Na całe szczęście tak nie jest. Widać to jednak dopiero po krótkiej chwili spędzonej na zabawie. F.E.A.R. to horror &#8222;pełną gębą&#8221;, czerpiący inspiracje głównie z kina japońskiego. I nie chodzi tutaj o hektolitry krwi na ekranie, co o specyficzny klimat. Przeszukując zdemolowane pomieszczenia nagle porusza się krzesło, albo zatrzaskują drzwi. Do tego wózek przejeżdża przez pokój i roztrzaskuje się na ścianie. Gdyby tego było mało, za przeszklonymi drzwiami widać cienie sunące po ścianie. A reszta naszego oddziału jest np. piętro niżej. I nagle bum – w naszą stronę leci zjawa i rozwiewa się parę cm przed naszym nosem. Albo i nie. Pojawiają się dziwne wizje, świat traci kolory. Efekt jest po prostu piorunujący. Grałem w F.E.A.R. późną nocą, dodatkowo ze słuchawkami. Powiem szczerze, że autentycznie można się przestraszyć, a już na pewno kilka razy podskoczyć na krzesełku. Autorzy świetnie prowadzą linie fabularną oraz elementy nadprzyrodzone. Mapy, na których można się pogubić w gąszczu pomieszczeń i korytarzy, nagle nabierają zupełnie innego charakteru – tak miało być. Tytuł (Fear – strach) został bardzo dobrze dobrany.</p>
<p>Z tego też powodu przeciwnikami są nie tylko oddziały złożone z ludzi. Podczas zabawy przyjdzie nam się nam zmierzyć także z różnymi mutantami oraz istotami nadprzyrodzonymi. Na całe szczęście SI przeciwników prezentuje się dość dobrze. Potrafią odpowiednio zareagować na naszą obecność, np. starając się oskrzydlić i wyeliminować zagrożenie. Dodatkowo umieją także korzystać z zalet terenu, na którym walczą. Nieraz obserwowałem, jak ostrzelany przeciwnik chował się za rogiem bądź za jakąś zasłoną.</p>
<p>Co zatem przynosi dodatek? Jeszcze więcej tego samego. Nowy sprzęt, nowa fabuła, nowe przerażające doznania. Nie jest może odkrywczy bądź przełomowy, ale za cenę niecałych 60 złotych zdecydowanie warto zapoznać się z całym pakietem. Gdyby to wszystko było mało, można rozpocząć rozgrywkę multiplayer i grać z żywymi przeciwnikami w dość standardowych trybach. Ciekawostką jest, że całą tę część gry można legalnie i darmowo pobrać z Internetu – nazwano ją F.E.A.R. Combat. Jeśli mam być jednak szczery – to multiplayer mógłby w ogóle nie istnieć. Nijak mnie nie zainteresował, głównie z powodu braku tej otoczki grozy, którą doświadczyłem w trybie dla pojedynczego gracza.</p>
<p>Słowem podsumowania &#8211; warto, zdecydowanie. Dzisiaj wymagania sprzętowe już nie szokują tak, jak w dniu premiery. Dzięki temu można podziwiać F.E.A.R. w pełnych detalach. Z drugiej strony, nie należy oczekiwać grafiki na poziomie takich tytułów jak Crysis czy Assassin&#8217;s Creed. Jeśli jednak ktoś nie chce wydawać aż tylu pieniędzy na dodatek, który w sumie niewiele wnosi poza dalszą linią fabularną, zawsze można kupić F.E.A.R.a w eXtra Klasyce za naprawdę niewielkie pieniądze. Również dodatek można nabyć we wspomnianej serii. Wtedy jednak nie ma co liczyć na drukowany poradnik przejścia gry.</p>
<p>Grafiki pochodzą ze strony dystrybutora gry.</p>
<p>Grę do recenzji udostępniła firma CD Projekt.</p>
<p>Ocena: 5.5 / 6<br />
Producent: Monolith Productions<br />
Wydawca: Vivendi Games<br />
Dystrybutor PL: CD Projekt<br />
Data wydania PL: 16 listopada 2007 (wydanie premierowe: 14 grudnia 2006)<br />
Wymagania sprzętowe: Procesor Pentium 4 / Athlon XP 1.4GHz (zalecane Pentium 4 / Athlon XP 3GHz), 512MB RAM (zalecane 1GB RAM), karta graficzna klasy GeForce 4 Ti / Radeon 9000 z 64MB RAM (zalecana karta graficzna klasy GeForce 6600 / Radeon 9800 Pro z 256MB RAM i sprzętowym wsparciem dla efektów T&amp;L oraz Pixel Shader 2.0), 16-bitowa karta dźwiękowa ze wsparciem EAX 2.0 zgodna z DirectX 9.0, 5GB wolnej przestrzeni dyskowej, DirectX 9.0, Windows XP/x64/2000 z zainstalowanym najnowszym uaktualnieniem Service Pack<br />
Graliśmy na: Intel Dual Core 2,4GHz, ATI Radeon HD3650 512MB, 2GB RAM<br />
I&#8230;: wszystko na full i zero problemów</p>
<p>Redakcja: Beata &#8216;teaver&#8217; Kwiecińska-Sobek<br />
Pierwotnie opublikowano na: http://gry.polter.pl/FEAR-Zlota-Edycja-c17589</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chavez.asylus.pl/2008/08/f-e-a-r-zlota-edycja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Legend: Hand of God</title>
		<link>http://chavez.asylus.pl/2008/06/legend-hand-of-god/</link>
		<comments>http://chavez.asylus.pl/2008/06/legend-hand-of-god/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Jun 2008 10:04:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Chavez</dc:creator>
				<category><![CDATA[Informatyka]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Komputerowe]]></category>
		<category><![CDATA[Polter]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://localhost/wordpress/?p=224</guid>
		<description><![CDATA[Diablo to seria, którą znają chyba wszyscy gracze. Można powiedzieć nawet więcej – tytuł ten stał się synonimem kultowości, przynajmniej jeśli mowa o gatunku Hack &#38; Slash. Nic więc dziwnego, że twórcy często odnoszą swoje dzieła do wspomnianej serii. Tak było w przypadku Lokiego, tak jest i przy recenzowanym właśnie Legend: Hand of God. Czy <a href="http://chavez.asylus.pl/2008/06/legend-hand-of-god/"><b>czytaj dalej...</b></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://chavez.asylus.pl/wordpress/wp-content/uploads/2008/06/legend-hand.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-309" title="legend-hand" src="http://chavez.asylus.pl/wordpress/wp-content/uploads/2008/06/legend-hand-212x300.jpg" alt="legend-hand" width="212" height="300" /></a>Diablo to seria, którą znają chyba wszyscy gracze. Można powiedzieć nawet więcej – tytuł ten stał się synonimem kultowości, przynajmniej jeśli mowa o gatunku Hack &amp; Slash. Nic więc dziwnego, że twórcy często odnoszą swoje dzieła do wspomnianej serii. Tak było w przypadku Lokiego, tak jest i przy recenzowanym właśnie Legend: Hand of God. Czy jednak tytuł ten dorówna kultowi Diablo?</p>
<p><span id="more-224"></span>Techland, dystrybutor gry, stara się być równorzędnym partnerem jeśli idzie o rynek gier PC. Najpierw wydany z rozmachem Loki. Tym razem otrzymujemy wersje całkowicie polską – oznacza to przetłumaczenie nie tylko napisów, ale także nagranie ścieżki dźwiękowej. Tutaj właśnie jest element marketingu – w jedną z ról wcieliła się Joanna Jabłczyńska. Dla antyfanów – zdjęcia aktorki umieszczone na ładnym i kolorowym opakowaniu są dość małe. Dla fanów – w grze wciela się ona w postać Luny, która towarzyszy bohaterowi przez cały czas. W samym pudełku znajdziemy absolutne minimum, czyli płytę DVD oraz instrukcję. I tutaj nastąpił drugi zgrzyt (drugi, bo fanem aktorki nie jestem) – właśnie owa książeczka. Nie wiem kto wpadł na ten pomysł, ale zamieszczenie wszystkich instrukcji wyłącznie wielkimi literami jest pomysłem bardzo niedobrym. Dodatkowo, same wyrazy dzielone są bez myślnika, co dodatkowo utrudnia lekturę. Bardzo zły pomysł.</p>
<p>Drugi zgrzyt następuje nieco później – przy instalacji. Owszem, sama ona przebiega bezproblemowo. Instalowane jest także dodatkowe oprogramowanie, niezbędne do prawidłowego działania gry. Gdzie więc problem? Przy ponownym włożeniu płyty, program chce się znowu zainstalować&#8230; Nic, że przed chwilą graliśmy – za każdym razem przy odpalaniu płyty będziemy musieli anulować instalacje. Gdy już jednak w końcu rozpoczniemy grę, będzie nam dane obejrzeć intro. Tutaj muszę wspomnieć, że jest to bardzo dobrze zrobiony film – zarówno fabularnie jak i graficznie. Po nim zostaniemy przeniesieni do menu, gdzie czeka nas kolejna niespodzianka. Legend to tytuł tylko single player. Szkoda, że nie udostępniono zabawy sieciowej.</p>
<p>Warto za to powiedzieć nieco o fabule &#8211; wiele lat temu, w świecie Aris otworzono portal, &#8222;za którym czaiły się cienie.&#8221; Oczywiście te zaczęły siać spustoszenie we wspomnianej krainie. W końcu ludzie, pod przewodnictwem Targona i brata Halgana, zebrali armię i zepchnęli złe stwory do portalu. Następnie zapalili magiczny płomień, &#8222;którego żar unicestwiał każdego demona, co odważył się doń zbliżyć.&#8221; Założono Zakon Świętego Płomienia, który miał pilnować portalu wraz z ogniem. Niestety, czego można się było spodziewać, płomień zostaje zgaszony, a zło znowu zalało Aris. Gracz wcieli się więc w Targona, adepta Zakonu, starającego się odnaleźć artefakt – Rękę Boga. Za scenariusz odpowiedzialna jest Susan O&#8217;Connor (Gears of War, Dungeon Siege II) i potrafi w kilku miejscach bardzo pozytywnie zaskoczyć. Oczywiście, nie ma się tutaj spodziewać dzieła na miarę Planescape: Torment, aczkolwiek jak na gatunek Hack &amp; Slash jest bardzo dobrze.</p>
<p>Zaskoczyć może fakt, że do gry otrzymujemy gotową postać. Nie ustawimy rasy, płci, wyglądu czy imienia. Gramy Targonem i jedyny wpływ, jaki na niego mamy, to wybór profesji oraz rozwój cech. Te pierwsze rozwiązano za to w dość ciekawy sposób – dostępnych jest pięć dróg (Siły, Sprytu, Magii, Natury i Wiary), z których wybieramy główną i poboczną. Każda zaś z nich zawiera dwanaście umiejętności, które będziemy mogli poznawać i rozwijać po wydaniu na nie punktów umiejętności. Cechy są dla odmiany standardowe i jednoznaczne – siła, zwinność, kondycja i inteligencja. Oczywiście zależą od nich inne wartości, jak atak czy zdrowie. Z początku obawiałem się, że narzucona postać nieco obniży zabawę. Na szczęście tak się nie stało – duże możliwości rozwoju zapewniają właśnie wspomniane drogi oraz umiejętności ułożone w drzewka. Dodatkowo, po uiszczeniu pewnej opłaty możemy wyzerować dotychczasowy rozwój. Da to możliwość eksperymentowania, jaka kombinacja dróg pasuje nam najbardziej.</p>
<p>Jak na H&#8217;n'S przystało, w grze występuje masa przedmiotów – od mieczy, łuków i pancerzy, po wszelkie mikstury many i życia. Oczywiście z biegiem gry ich współczynniki będą rosły, wymagania odnośnie naszych cech minimalnych także. Szkoda, że graficznie niektóre przedmioty są identyczne. Różnią się tylko opisem. Standardem jest, że wszelki ekwipunek widać na postaci. Sam układ karty bohatera jest przejrzysty – otrzymujemy sylwetkę po lewej stronie, na którą możemy &#8222;zakładać&#8221; kolejny sprzęt. Do dyspozycji oddano dwie zakładki na ekwipunek, w których każdy przedmiot zajmuje inną liczbę &#8222;kratek&#8221;. Ciekawym pomysłem jest przycisk porządkowania, który domyślnie ma jak najszczelniej upakować wszystko i oszczędzić miejsce. Niestety, nie zawsze działa on tak, jak powinien. Zdarzało się, że musiałem ręcznie poprawiać po nim ułożenie ekwipunku.</p>
<p>Grą sterujemy głównie za pomocą myszy. Oczywiście istnieją skróty klawiaturowe, które można dowolnie skonfigurować. W sterowaniu bez szaleństw – lewy przycisk myszy to bieganie lub akcja, prawy zaś to ataki specjalne, które można skonfigurować w odpowiednim miejscu interfejsu. Do tego dochodzi kółko myszy, odpowiadające za obroty i zbliżenia kamery. Wspominając o interfejsie – jest on bardzo przejrzysty. Sprowadza się na dobrą sprawę do poziomej belki umieszczonej na dole ekranu, gdzie zebrano wszelkie niezbędne informacje i przyciski. Poza mapą, znajdującą się w górnym rogu. Na belce, w jej lewej części, skonfigurować można klawisze myszy – przypisać im np. korzystanie z jakiejś umiejętności. Oczywiście jest też miejsce na paski many i życia oraz przyciski, przenoszące do dziennika zadań, ekwipunku wraz z &#8222;kartą postaci&#8221; oraz ekran umiejętności. Wszystko jest więc łatwo dostępne. Dodatkowo, w świecie gry napotkamy magiczne portale – są to miejsca, służące do szybkiego przemieszczania się. Znane na pewno miłośnikom Diablo – zbierając odpowiednie runy, możemy teleportować się do nich z dowolnego miejsca. Ciekawie rozwiązano dziennik zadań. Znajduje się na nim mapa, wraz z zaznaczonym miejscem wykonania aktualnej misji. Te dzielą się na główne i poboczne. Co w tym ciekawego? Ano fakt, że poznając nowy region, w dzienniku pojawią się wszystkie dostępne zadania – część jako nieaktywna, przeznaczona dopiero do odkrycia. Jako że postacie także oznaczone są na mapie, bardzo ułatwia to grę. Dodatkowo, jeśli mają do przekazania jakąś istotną informację – nad ich głowami pojawia się zielony znaczek.</p>
<p>Napisałem już wiele, ale nic nie wspomniałem o istotnym aspekcie – grafice. Cóż, mamy rok 2008, więc ta jest oczywiście w pełni trójwymiarowa. Do zwizualizowania toczonych potyczek zastosowano Cinematic Combat System, mający je &#8222;urealnić&#8221;. Odznacza to się tym, że nasz bohater będzie stosował inne ciosy w walce z małym przeciwnikiem, a inne z olbrzymem. Niestety, mnie jakoś to nie zachwyciło. Sama grafika także nie &#8222;powala na kolana&#8221;. Owszem, na najwyższych ustawieniach wygląda bardzo ładnie. Zastosowanie Luny jako kursora także jest ciekawym pomysłem – poza komentowaniem świata, rzuca ona na niego swoje światło. Bardzo pomaga to w jaskiniach. Przeciwnicy wykonani są starannie, tak samo otoczenie. Animacje ruchu wyglądają za to nieco dziwnie, szczególnie bieganie Targona. Największe zastrzeżenia mam jednak do samego silnika gry. Wiedźmin na identycznym komputerze wyglądał zdecydowanie lepiej. Oczywiście wpływ na to może mieć fakt, że świat Legend: Hand of God nie jest podzielony na moduły, które wczytują się po pół godziny. Gra wypada więc średnio, przynajmniej jeśli idzie o płynność animacji przy różnych ustawieniach grafiki.</p>
<p>Jak wspominałem na początku, gra doczekała się polskiej wersji językowej. Nie doszukałem się jakiś rażących błędów czy niedoróbek. Obawiałem się za to gry lektorów – szczególnie Joanny Jabłczyńskiej. Zaskoczono mnie. Głosy są dobrane bardzo dobrze, zaś komentarze Luny nieraz wywołały mój uśmiech. Aktorka postarała się i wczuła w postać Luny. Komentarze, które powinny być zabawne, faktycznie śmieszą. To jest chyba najlepsza rekomendacja. Tym bardziej smuci fakt, że tak &#8222;po macoszemu&#8221; potraktowano instrukcję. Nie wiem jak sprawa wygląda w Czarnej Edycji, ale jeśli podobnie, to bardzo niedobrze.</p>
<p>Jak mi się grało? Prosto. Idziemy, sieczemy wszystko, czasem porozmawiamy z jakąś postacią, idziemy dalej, sieczemy&#8230; Schematyczne, charakterystyczne dla gatunku. Grafika nie odrzuca, fabuła jest całkiem przyjemna, szczególnie jeśli będziemy się w nią wczytywać. Ciekawym rozwiązaniem jest udostępnienie skrytki. Otrzymamy ją dopiero po wypełnieniu zadania dla jednego z BN-ów. Same misje nie są jakość szczególnie wyszukane – głownie Co mnie zdziwiło? Że gra mnie nie znudziła. Bawiłem się nią tak długo, aż wypełniłem ostatnie zadanie. Brak teraz tylko trybu multiplayer, by wraz ze znajomymi uratować świat. Problem mam za to inny – Legend: Hand of God na dobrą sprawę nie wnosi nic nowego do gatunku. To nie Icewind Dale, gdzie otrzymywaliśmy możliwość stworzenia i pokierowania losami całej drużyny. Ba, to nawet nie Diablo, które udostępniało tryb sieciowy, który po dziś dzień cieszy się dużą popularnością. Z drugiej strony, grając w Legend otrzymałem kilkanaście godzin relaksującej &#8222;rozwałki&#8221;. Jeśli więc ktoś lubi tego typu gry, zdecydowanie powinien zapoznać się z tym tytułem. Cena w okolicach 70 złotych za wersję podstawową na pewno nie jest wygórowana.</p>
<p>Grę do recenzji dostarczyła firma Techland.</p>
<p>Grafiki pochodzą ze strony dystrybutora gry.</p>
<p>Ocena: 4.5 / 6<br />
Producent: Master Creating<br />
Wydawca: dtp AG / Anaconda<br />
Dystrybutor PL: Techland<br />
Data premiery: 12 października 2007<br />
Data wydania PL: 18 marca 2008<br />
Wymagania sprzętowe: 2GHz, 512 MB RAM, GeForce 6800 lub Radeon 9500, 5 GB HDD<br />
Graliśmy na: Mobile AMD Sempron 3400+, 2048 MB RAM, ATI Mobility Radeon X1600 256 MB<br />
I&#8230;: dopiero po ustawieniu rozdzielczości na 800&#215;600 dało się sensownie grać</p>
<p>Redakcja: Beata &#8216;teaver&#8217; Kwiecińska-Sobek<br />
Pierwotnie opublikowano na: http://gry.polter.pl/Legend-Hand-of-God-c16241</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chavez.asylus.pl/2008/06/legend-hand-of-god/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Overclocked</title>
		<link>http://chavez.asylus.pl/2008/06/overclocked/</link>
		<comments>http://chavez.asylus.pl/2008/06/overclocked/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 07 Jun 2008 10:02:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Chavez</dc:creator>
				<category><![CDATA[Informatyka]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Komputerowe]]></category>
		<category><![CDATA[Polter]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://localhost/wordpress/?p=218</guid>
		<description><![CDATA[Ledwo skończyłem recenzować Barrow Hill a na biurku już wylądowała kolejna propozycja od Nicolas Games. Tym razem nosi tytuł Overclocked i również jest przygodówką. Osadzono ją jednak we współczesności. Nie pozostało mi nic innego jak sprawdzić, co tym razem zaserwowano Graczom. Oznaczenie PEGI dla gry ustalono na 16+. Oznacza to, że w Overclocked ukazana jest <a href="http://chavez.asylus.pl/2008/06/overclocked/"><b>czytaj dalej...</b></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://chavez.asylus.pl/wordpress/wp-content/uploads/2008/06/OVERCLOCKED.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-313" title="OVERCLOCKED" src="http://chavez.asylus.pl/wordpress/wp-content/uploads/2008/06/OVERCLOCKED-225x300.jpg" alt="OVERCLOCKED" width="225" height="300" /></a>Ledwo skończyłem recenzować Barrow Hill a na biurku już wylądowała kolejna propozycja od Nicolas Games. Tym razem nosi tytuł Overclocked i również jest przygodówką. Osadzono ją jednak we współczesności. Nie pozostało mi nic innego jak sprawdzić, co tym razem zaserwowano Graczom.</p>
<p><span id="more-218"></span>Oznaczenie PEGI dla gry ustalono na 16+. Oznacza to, że w Overclocked ukazana jest przemoc, używki oraz zastosowano wulgarne słownictwo. Nie ukrywam, bardzo mnie to ucieszyło – nie wyobrażam sobie thrillera pozbawionego tych elementów. Zresztą już sama okładka budzi pozytywne odczucia. Utrzymana w chłodnej kolorystyce, ukazuje głównych bohaterów opowieści. W środku za to skromnie – jedynie instrukcja i płyta DVD. Za niecałe 80 złotych spodziewałem się jednak nieco więcej. Poradnik do gry – dla osób, które się &#8222;zablokują&#8221; &#8211; dostępny jest na stronie dystrybutora. Instrukcja wykonana jest starannie, nie ma literówek, wszystkie niezbędne informacje podane są przystępnie.</p>
<p>Overclocked, jak już wspomniałem, osadzona jest we współczesności, konkretnie akcja dzieje się w Nowym Jorku w listopadzie 2007 roku. Przybywamy do miasta jako Dave McNamara, rządowy psychiatra oddelegowany do zbadania nietypowej sprawy. W odstępie paru dni, służby porządkowe odnajdują piątkę młodych ludzi. Żadna z tych osób nie pamięta ostatnich wydarzeń, za to zdradza objawy silnego załamania nerwowego. Umieszczeni w szpitalu psychiatrycznym czekają na naszego bohatera. Intro do gry ukazuje właśnie jedną z &#8222;pacjentek&#8221; Dave&#8217;a. Co dziwi – gra prezentuje się lepiej pod względem graficznym niż filmik wprowadzający.</p>
<p>Sama gra powstała w trzech wymiarach, co nie jest standardem jeśli idzie o przygodówki. Na szczęście tym razem autorzy popisali się – modele postaci są ładne, a miejsca po których się poruszają tworzą odpowiedni nastrój podczas rozgrywki. Oczywiście nie można liczyć na fajerwerki znane z najnowszych strzelanek, ale nie o grafikę przecież w tego typu pozycjach chodzi. Sterowanie przypomina to znane choćby z Syberii – postać bohatera ukazana została na ekranie i kierujemy nią za pomocą myszy. Dodatkowo kursor zmienia wygląd w momencie, gdy można na danej rzeczy wykonać jakąś akcję. Na dolnym pasku umieszczono zaś ekwipunek. Tutaj największą rolę odgrywa palmtop, który służy za telefon oraz podręczny dyktafon. A ten bardzo się przydaje podczas rozgrywki.</p>
<p>Fabuła w Overclocked prezentuje się nad wyraz ciekawie. Ciężko mi znaleźć więcej argumentów, nie zdradzając jednocześnie zbyt wiele z fabuły. Powiem tylko, że historia znalezionych osób jest dość zagadkowa, a cała intryga będzie przeplatać się z osobistymi problemami bohatera. Nieistotne z pozoru informacje stają się ważne w późniejszym etapie gry. A jak z trudnością zagadek? Wszystkie są logicznie skonstruowane, stąd &#8222;wyjadaczom&#8221; gra może wydać się nieco zbyt prosta. Szczególnie, że zaimplementowano do niej możliwość podświetlenia wszystkich aktywnych elementów na danej planszy poprzez wciśnięcie klawisza spacja. Skłamałbym jednak pisząc, że źle mi się grało. Sam zaś pomysł, by udostępnić możliwość nagrywania sesji terapeutycznych i puszczania ich innym leczonym jest bardzo dobry. Kolejną ciekawostką jest też sposób poznawania fabuły – dzieje się to od końca. Najpierw, poprzez rekonstrukcję, dowiadujemy się o najnowszych wydarzeniach, by potem wraz z postępem terapii cofać się coraz bardziej. To właśnie podczas tych &#8222;wspomnień&#8221; pokierujemy pozostałymi pacjentami, co jest przyjemną odmianą.</p>
<p>Niestety, nie jest to pozycja bez wad. Przede wszystkim, zagadki mogą się wydać zbyt łatwe – ja sam nie zablokowałem się ani razu, a nie uważam się za &#8222;wyjadacza&#8221;. Dodatkowo, w grze jest wiele wstawek filmowych. Owszem, są one ciekawie zrealizowane i często dostarczają nowych informacji niezbędnych do rozwiązania sprawy. Jednak grając ma się czasami wrażenie, że ogląda się film, w którym graczom oddano tylko niewielkie poletko do działania. Ostatnią rzeczą są same plansze – całość dzieje się w kilku miejscach, które przyjdzie nam wielokrotnie odwiedzać podczas prowadzenia leczenia. Może to znudzić niektórych graczy, nawet pomimo ładnej oprawy graficznej.</p>
<p>Gra mnie jednak zaskoczyła, tak jak i jej zakończenie. Owszem, posiada wyżej wymienione wady, ale bez wahania zagrałbym w nią ponownie. Fabuła mnie wciągnęła, a niezbyt trudne zagadki nie odrzuciły od zabawy. Szkoda tym bardziej tego, że za około 20 godzin gry przyjdzie zapłacić aż 80 złotych. Gdyby nie to wszystko, skłonny byłbym wystawić Overclocked wyższą ocenę – a tak, &#8222;tylko&#8221; 5. Polecam, to bardzo dobry thriller, oby takich więcej.</p>
<p>Grę do recenzji dostarczyła firma Nicolas Games.</p>
<p>Grafiki pochodzą ze strony dystrybutora gry.</p>
<p>Ocena: 5 / 6<br />
Producent: House of Tales Entertainment GmbH<br />
Wydawca: dtp AG / Anaconda<br />
Dystrybutor PL: Nicolas Games<br />
Data premiery: 26 października 2007<br />
Data wydania PL: 27 marca 2008<br />
Wymagania sprzętowe: Procesor 1,3 GHz, Karta graficzna z ShaderModel 1,1 lub nowsza, 1,5 GB wolnej przestrzeni na dysku twardym, 256 MB pamięci RAM (Windows 2000/ Windows XP), 512 MB pamięci RAM (Windows Vista), Karta dźwiękowa, napęd DVD, Klawiatura i mysz, System operacyjny Windows 2000/XP/Vista, DirectX 9.0c (dołączony do płyty z grą).<br />
Graliśmy na: Mobile AMD Sempron 3400+, 2048 MB RAM, ATI Mobility Radeon X1600 256 MB<br />
I&#8230;: zero problemów</p>
<p>Redakcja: Beata &#8216;teaver&#8217; Kwiecińska-Sobek<br />
Pierwotnie opublikowano na: http://gry.polter.pl/Overclocked-c16756</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chavez.asylus.pl/2008/06/overclocked/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

